I

WYWIAD


HYBRYDA PISMO ARTYSTYCZNO-LITERACKIE STOWARZYSZENIA TWÓRCZEGO POLART

Kevin Kenner (ur. 1963 Coronado, Kalifornia) – zwycięzca XII Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina w Warszawie (1990) – początkowy etap nauki gry na fortepianie odbył u Krzysztofa Brzuzy w College of Music w San Diego. Mając siedemnaście lat przeniósł się do Krakowa, gdzie pod okiem prof. Ludwika Stefańskiego przygotował się do udziału w X edycji konkursu chopinowskiego (1980). Kolejny etap kształcenia muzycznego odbył pod kierunkiem Leona Fleishera w Peabody Conservatory of Music w Baltimore, a następnie u Karla-Heinza Kämmerlinga w hanowerskiej Hochschule für Musik (1981-1990).

Kevin Kenner jest laureatem takich konkursów, jak Międzynarodowy Konkurs Pianistyczny im. Giny Bachauer w Salt Lake City (1988), Międzynarodowy Konkurs Pianistyczny Van Cliburna w Fort Worth (1989), Międzynarodowy Konkurs Pianistyczny im. Williama Kapella w College Park (1989) oraz Międzynarodowy Konkurs Muzyczny im. Piotra Czajkowskiego w Moskwie (1990).

Od czasu wielkiego sukcesu, jakim było zdobycie laurów w dwóch z największych konkursów pianistycznych – w Warszawie i w Moskwie – pianista wielokrotnie występował w najważniejszych salach koncertowych całego świata i współpracował z najznamienitszymi dyrygentami i zespołami m.in. Halle Orchestra, Orkiestra Filharmonii Narodowej w Warszawie, NHK Symphony, Oslo Philharmonic, BBC Symphony Orchestra i orkiestrami symfonicznymi w San Francisco, New Jersey, St. Paul, Salt Lake City, Rochester, Baltimore i Brukseli.

Dyskografia Kevina Kennera obejmuje dzieła Chopina, Schumanna, Ravela, Paderewskiego, a także płytę „Piazzoforte”, która zdobyła nagrodę „Fryderyk” (2006) w kategorii album roku – muzyka kameralna.

http://www.kevinkenner.com/

IJT Spotykamy się na Zamku w Książu z okazji trwającego tu od tygodnia Międzynarodowego Festiwalu Kameralistyki Ensemble im. Księżnej Daisy. Czy może Pan przybliżyć ideę tego Festiwalu?

KK Moje zaangażowanie w Festiwal na Zamku w Książu było w tym roku ograniczone. Przyjechałem na sam koniec, na koncert finałowy, ponieważ dopiero co występowałem w Rwandzie. W zasadzie nie są to kursy mistrzowskie, lecz koncerty zespołów kameralnych złożonych z uczestników i profesjonalistów. Pomysł przypomina festiwal Rudofla Serkina – Marlboro Music w Vermont, gdzie możliwość realnego doświadczenia wykonywania muzyki przez studentów wspólnie z wykładowcami była wyżej ceniona niż dydaktyczne wskazówki w formie lekcji.

IJT Po raz pierwszy spotkałam Pana w podobnej roli podczas XV Międzynarodowego Festiwalu i Kursu Pianistycznego w Nałęczowie, ale znacznie wcześniej zachwyciły mnie porywające piękno i niezwykła śpiewność dźwięku, jaki udaje się Panu wydobyć z instrumentu. Zawsze uważałam Pana za duchowego następcę Arthura Rubinsteina. Czy odczuwa Pan jakiś rodzaj pokrewieństwa z nim?

KK Absolutnie tak! Dorastałem słuchając jego nagrań odkąd skończyłem jakieś dziesięć lat. Jego sposób interpretacji, jego klarowny i śpiewny dźwięk, prostota, bezpośrednie podejście – to ukształtowało moje wartości i stało się, jak wierzyłem i wierzę nadal, kwintesencją cech wielkiej pianistyki.

IJT Czy był Pan kiedykolwiek na koncercie Rubinsteina?

KK Udało mi się usłyszeć go tylko raz na żywo w podczas koncertu w Civic Center w San Diego. Grał II Koncert fortepianowy Brahmsa. Miałem wtedy dopiero jedenaście lat. I zasnąłem! Ale zapewniam Panią, że nie było to konsekwencją jego gry, tylko mojej niezdolności do docenienia tak monumentalnego dzieła w tak młodym wieku.

IJT Pański projekt Chopin Resonances zestawia w bardzo interesujący sposób muzykę Fryderyka Chopina i kompozytorów, dla których stał się on inspiracją. Wydaje się to pokrewne myśli prof. Mieczysława Tomaszewskiego w zakresie badania relacji inspiracji i rezonansu w muzyce. Czy projekt ten powstał pod jego wpływem?

KK Nie, niestety nie znam koncepcji prof. Tomaszewskiego. Ale tym bardziej jest to interesujące, że niezależnie doszliśmy do podobnych wniosków! Rozwinąłem ten pomysł w 2009 roku, przygotowując programy na uroczyste obchody dwusetnej rocznicy urodzin Chopina w roku 2010. Zauważyłem, że „materiał genetyczny” charakteryzujący muzykę Chopina na przestrzeni czasu obrał wiele rozmaitych ścieżek, „zmutował” na wiele interesujących i wyjątkowych sposobów. I jest to świadectwem geniuszu Chopina. Ten program jest moim osobistym hołdem dla dziedzictwa tego wielkiego kompozytora.

IJT Po Konkursie Chopinowskim w 1990 roku Jan Popis powiedział, że jest Pan mistykiem osiągającym najwyższy poziom transcendencji w grze, niosącym przesłanie niczym werset biblijny. Jego zdaniem traktuje Pan tekst chopinowski jak „Pismo Święte” stworzone ręką kompozytora1. Czy zechciałby się Pan do tego odnieść?

KK Była to recenzja, którą bardzo sobie cenię. Faktycznie pan Popis adekwatnie opisał, jaki jest mój stosunek do tekstu muzycznego. Jest on dla mnie, i zawsze był „Pismem Świętym”. Ale nie odczytuję go literalnie ani tak jak zrobiłby to fundamentalista. Doszedłem do postrzegania oznaczeń kompozytora na stronach tekstu jako żywotnych wskazówek, jako symboli, które dają odniesienie do istoty muzyki, do witalności i potęgi muzyki, która pierwotnie zainspirowała kompozytora. Przychodzi mi na myśl obraz pochodzący ze Starego Testamentu – Bóg przemówił do suchych kości i powiedział, że włoży w nie życie i okryje je ciałem i skórą. O tym myślę, gdy interpretuję tekst muzyczny. Jest to akt kreacji, ponownego odradzania się kompozycji w każdym wykonaniu utworu.

IJT Porusza Pan tutaj problem sposobu istnienia dzieła muzycznego, a właściwie fazy realizacji artystycznej, gdzie utwór stanowiący początkowo przedmiot intencjonalny (utrwalony w zapisie nutowym) staje się przedmiotem realnym, efektem konkretyzacji wykonawcy 2. Ale tym samym dotyka Pan problemów natury filozoficznej – ontologii dzieła sztuki. Niedawno kończąc lekturę Bohatera o tysiącu twarzy Josepha Campbella odkryłam, że był on inspiracją dla Pańskiego programu koncertowego The Hero’s Journey [Wędrówka bohatera]. Wydaje mi się, że jego myśl filozoficzna jest Panu bliska?

KK Jestem pod wrażeniem, że udało się Pani przebrnąć przez Campbella. To niełatwa lektura! Rzeczywiście jego idee były kluczowe dla kształtowania się mojego życia i wartości. Jeżeli interesuje się Pani mitologią porównawczą i religią, wtedy Campbell to „swój człowiek”. Otrzymałem raczej nietypowe wychowanie religijne i takie idee jak monomit zaoferowały mi drogę do wyzwolenia się od niefortunnie dogmatycznych aspektów mojej religii bez odrzucenia jej centralnego przesłania. Jak zauważył Campbell „każda religia jest prawdziwa w taki czy inny sposób. Jest prawdziwa, jeśli rozumieć ją metaforycznie”, czyli pod warunkiem, że potrafi się oddzielić ją od tego, co jest w niej zależne od okoliczności danego czasu i miejsca. Stąd nauczyłem się dostrzegać wartość i funkcję metafory. Gdy jest odczytywana i rozumiana poprawnie, pomaga odkrywać cudowne rzeczywistości.

IJT Zdaniem Campbella „w tradycjach religijnych punktem odniesienia dla metafory jest coś transcendentnego” 3…

KK W pełni się z tym zgadzam. Z tego punku widzenia, filozofia jest mi bliska… i być może Pani również, a także Pani rodzinie tak zaabsorbowanej sztuką? Przypuszczam, że byłoby trudno artyście nie być zafascynowanym obrazowością i symboliką, która może mieć tak wielką władzę nad naszym umysłem i uczuciami.

IJT Nie da się zaprzeczyć, że archetyp jest niewyczerpanym źródłem inspiracji dla artystów. Co tak naprawdę zafascynowało Pana w poglądach Campbella?

KK Być może to samo, co zafascynowało Panią, jakkolwiek wspomniała Pani wcześniej, że nie odnalazła dla siebie „odpowiedzi”

w książce.

IJT To prawda.

KK Proszę zauważyć, że książki mogą przedstawiać idee, które otwierają nasze wąskie bezpieczne horyzonty i przygotowują nas na prawdziwe d o ś w i a d c z a n i e życia.

Zdaniem Campbella – a jest to potężna campbellowska koncepcja – ludzie właściwie nie są zainteresowani odnalezieniem sensu życia ani systemu przekonań, ani też credo swojego życia

(chociaż mogą go poszukiwać). Tym czego tak naprawdę szukają jest „d o ś w i a d c z e n i e życia jako takiego, tak by nasze realne przeżycia na płaszczyźnie czysto fizycznej wywoływały rezonans

w głębi naszej najbardziej wewnętrznej istoty”5. Gdy to masz, sensy, idee i koncepcje blakną. Dla mnie, szczególnie jako twórcy muzyki –

w mojej opinii najbardziej abstrakcyjnej ze sztuk – to spostrzeżenie

było przełomowe.

IJT Czyż nie jest tak, że właśnie owo przeżycie jest kluczowe dla muzyki? Wykonawca musi być obecnym w danej chwili, wyczuwać swój instrument, publiczność i jej reakcje. W moim odczuciu wykonanie sprowadza się do „bycia” w muzyce i doświadczania muzyki jako czasowej formy sztuki, która wykracza poza słowa i znaczenia.

KK Nie tylko do bycia w muzyce, ale do bycia samą muzyką.

W wykonaniu, w każdym razie w natchnionym wykonaniu, nie ma rozdziału pomiędzy podmiotem a przedmiotem. Nie istnieje wykonawca, instrument, kompozytor, ani kompozycja. Wszystko jest unicestwione przez sam akt tworzenia muzyki. Przypomina mi się wielki amerykański pianista i nauczyciel Russell Sherman, który powiedział „Gdy gra się Beethovena trzeba służyć Beethovenowi. Nie, trzeba reprezentować Beethovena. Nie, trzeba być Beethovenem!”.

IJT „Kto nie jest Bogiem, nie może wielbić Boga”?

KK Wierzę, że prawdziwie wielkie tworzenie muzyki polega na kompletnej identyfikacji z muzyką; że nie jest wystarczającym posiadanie tylko jakiegoś logicznego zrozumienia czy planu interpretacji. Logika, idee, definicje – to są poręczne narzędzia dla nauczycieli. Ale uczenie idei o muzyce jest ostatecznie dokonywaniem przybliżeń. Prawda muzyki ostatecznie nigdy nie może być nauczona, tylko p r z e ż y t a. I właśnie dlatego trudno jest uczyć na przykład Mazurków Chopina.

IJT Wracając do Campbella, chciałabym spytać, jak zetknął się Pan z jego ideami. Wspominał Pan, że monomit był tylko jedną z idei, które wywarły na Pana wpływ.

KK Odkryłem Campbella jeszcze w czasach studenckich, gdy transmitowano serię programów telewizyjnych zatytułowaną The Power of Myth, sześć niezwykle interesujących wywiadów

z Campbellem. Transkrypcja tych wywiadów ukazała się i właśnie ta książka wprowadziła mnie do Campbella. Ale jedna rzecz prowadzi do kolejnych. Jest kilku innych myślicieli, którzy wydają się należeć do tego samego klubu, tej samej rodziny. William James, na przykład, amerykański psycholog, był dla mnie bardzo interesujący. Przeczytałem kilka jego książek: Pragmatism: A New Name for Some Old Ways of Thinking (1907), i inną, bardziej obszerną książkę Doświadczenia religijne (1902). Także czytałem dzieła zebrane Carla Gustava Junga, tak często stanowiące materiał źródłowy dla pomysłów Campbella, zwłaszcza w odniesieniu do jungowskich idei archetypu i ich powiązania

z campbellowską dyskusją nad ideami elementarnymi. Nie tak dawno natknąłem się na pisma Kalifornijczyka Roberta

A. Johnsona, który napisał kilka cudownie przystępnych książek na wiele tematów związanych z psychologią, które są bardzo campbellowskie i bardzo mnie zainteresowały. Erich Fromm i jego dyskusja nad kreatywnością i oryginalnością w książce Ucieczka od wolności (1941) także bardzo rozjaśniła moją pracę jako artysty. Inną książką, która także bardzo mnie zainteresowała jest Ego and Archetype Edwarda Edingera. Jest to gruntowne przedstawienie idei jungowskich

w odniesieniu do alternatywnego rozumienia symboli chrześcijańskich, odniesień biblijnych i ich związków z naukami alchemicznymi, co było jedną z obsesji Junga. Jest to kluczowa książka, która pomogła mi

w mojej własnej podróży duchowej.

IJT Program The Power of Myth sprawił, że idee campbellowskie przemówiły do mnie jeszcze silniej. A przy okazji nauczyłam się kilku nowych słówek, jak na przykład maverick…

KK Ach! Maverick. Jakże bogate słowo. Określenie używanie

niegdyś w stosunku do niepiętnowanej sztuki bydła, pochodzące od nazwiska hodowcy Samuela Mavericka. A dzisiaj jest to określenie osoby o niezależnych poglądach, typowego nonkonformisty. Maverick'ism jest cechą potrzebną każdemu artyście. Nie możemy ograniczać się do tradycji albo do tego co „rozsądne”. Tak czyni dyletant. Jak kiedyś powiedział Jung: „rolą artysty jest korygowanie braku równowagi epoki,

w której żyje”. Dyletant daje swojej publiczności przyjemność, artysta przebudzenie. To oznacza pójście po „największej linii oporu” jak napisał kiedyś Artur Schnabel. To wymaga odwagi… tak, jest to nawet heroiczne… ponieważ w byciu maverick'iem chodzi o bycie samym sobą. A to oznacza, że jesteś tam sam, obierając swoją własną drogę w nieznane, podatny na zranienie, nieosłonięty. Monomit, to jest wędrówka bohatera, jedna fundamentalna opowieść życia, bo każdy, tak czy inaczej, podejmuje tę wędrówkę, zaczynając od niebezpiecznego wyjścia z łona matki w nieznane i przybycia do innej nieznanej destynacji: śmierci.

IJT Zastanawia mnie teraz to, o czym mówił Pan wcześniej – że nie odrzucił centralnego przesłania chrześcijaństwa. Czy można interpretować Boga jako metaforę, pozostając chrześcijaninem?

Campbell i Jung byli głęboko zainteresowani wczesnochrześcijańskim ruchem nazywanym gnostycyzmem, który egzystował równolegle z głównym nurtem chrześcijaństwa. I gdyby nie niedawne odkrycie w Egipcie zwojów z Nag Hammadi, nie wiedzielibyśmy praktycznie niczego o tej wersji chrześcijaństwa. Teksty takie, jak Ewangelia Filipa i Ewangelia Tomasza, są pismami, których

wczesnochrześcijańscy przywódcy zdecydowali się nie włączać do kanonu biblijnego, jednakże dla mnie te odczytania chrześcijaństwa są fascynujące – odkrywają one niemalże buddyjski aspekt myśli wczesnochrześcijańskiej. Podczas gdy ortodoksyjni chrześcijanie byli zajęci spieraniem się i kłóceniem pomiędzy sobą o oficjalną definicję natury Trójcy Świętej i boskości Jezusa, a także natury jego jedności

z Bogiem Ojcem, teksty gnostyckie wiele wieków wcześniej

ustosunkowały się do tych problemów w całkowicie odmienny

sposób. Weźmy na przykład tę wypowiedź Jezusa z Ewangelii Tomasza: „Ten, kto pije z mych ust, będzie jak ja, a ja będę nim” 6.

Dla tradycyjnych chrześcijan jest to bluźnierstwo! Żeby istota ludzka identyfikowała się z Bogiem? – nawet Jezus wpadł z tego powodu

w tarapaty! W ten sposób pytanie o naturę boskości Jezusa staje się pytaniem o naszą własną boskość. Jest to pogląd, który zmienia poziom konwersacji z „imitowania Chrystusa” albo robienia tego, co robił Jezus, na (jak to Jung wnikliwie określił) przeżywanie własnego życia w całej jego indywidualnej wyjątkowości, tak jak Jezus przeżył swoje – i

w ten sposób, metaforycznie, bycie tym kim Jezus był. I jak powiedział Campbell: „Wszyscy jesteśmy manifestacjami świadomości Buddy […]

tylko o tym nie wiemy. Słowo buddha znaczy „przebudzony”.